08 czerwca 2019

Wierzyć mi się nie chce, że to już ponad tydzień minął od pierwszego startu w ramach Weekendu Biegowego z Sokołem w Zakopanem. Weekend biegowy to trzy starty, o których można byłoby książkę napisać, dlatego też opowiem o nich w odcinkach.

Część pierwsza to Bieg Sokoła, rozgrywany w piątek popołudniu, na dystansie 15,6 km, z przewyższeniem 1013 metrów. Start biegu ma miejsce w Kuźnicach, a trasa prowadzi w kierunku Kalatówek, a następnie odbija na Ścieżkę nad Reglami, do Doliny Białego, następnie Drogą pod Reglami do Doliny Strążyskiej. Po osiągnięciu Polany Strążyskiej znowu Ścieżka nad Reglami, aż do skrzyżowania ze szlakiem prowadzącym do Doliny Białego i na Kalatówki. Oczywiście nie zbiegamy doliną, tylko pod górę w kierunku Kalatówek, a dalej już tylko zbieg na metę w Kuźnicach. Wydaje się to nieco skomplikowane, ale w rzeczywistości jest proste. Proste orientacyjnie, bo sam bieg do łatwych nie należy, zwłaszcza wtedy gdy skała pokryta jest błotem, tak jak miało to miejsce w tym roku. Ale że na pogodę nie mamy wpływu, to nie warto się dłużej o niej rozpisywać. Trzeba było być czujnym i tyle.

Tak więc w piątkowe popołudnie razem ze Zbyszkiem stanęliśmy na starcie. Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać po tych zawodach ani jak mocno je pobiec, aby sił starczyło na kolejne dwa starty. Zbyszek ruszył ostro pod górę, ja postanowiłam trochę wolniej, zwłaszcza że kilka dni wcześniej chorowałam. Moje wolniej pod górę spowodowało, że po chwili miałam głowę pełną myśli: "zejdź z trasy kobieto, bo już chyba wszystkie dziewczyny Cię wyprzedziły!!! ". Ale nie zeszłam, przetrwałam pierwszy podbieg i po prostu robiłam swoje nie patrząc na innych. Powolutku zaczęłam odrabiać straty i wyprzedzać, wyprzedzać, wyprzedzać. Co najdziwniejsze wyprzedzałam również na zbiegach, a nie tak jak do tej pory tylko na podbiegach. Ogromnie się zdziwiłam, kiedy ktoś krzyknął mi że jestem druga. Odkrzyknęłam, że to raczej niemożliwe, ale gdzieś w głowie zaczęła kiełkować myśl, że może to jednak prawda. Kiedy następne osoby potwierdziły moją drugą lokatę, pomyślałam sobie, że warto byłoby ją obronić. Za chwilę jednak w mojej głowie pojawiła się kolejna myśl: "nie dam rady, miejscowe laski są ode mnie mocniejsze na podbiegach, szybsze na zbiegach, co ja mogę??? Przecież znad morza przyjechałam :)  ".

Na takich właśnie wewnętrznych rozmowach i rozmyślaniach upłynęła mi całkiem spora część zawodów. Do momentu kiedy było już tylko w dół. Na zbiegu nie można mieć w głowie jakichś głupot, trzeba się skupić. Tak więc wyrzuciłam te wszystkie myśli z głowy i leciałam na łeb na szyję do mety w Kuźnicach. No i rzeczywiście byłam druga, z wynikiem 1:44:12. Poprawiłam się na tej trasie dokładnie o 9 minut. To sporo. Zbyszek natomiast wpadł na metę 5 minut przede mną uzyskując czas 1:39:28. On z kolei poprawił się o 8 minut.

Jednak najfajniejsze w tym wszystkim było to, że po pierwszym dniu zmagań założyłam koszulkę liderki Grand Prix. To było jak sen i nawet w najśmielszych marzeniach taka sytuacja nie przyszła mi do głowy. A jednak to się wydarzyło!!!

Zakopiański Weekend Biegowy: Bieg Sokoła

Zrobione w WebWave CMS