Barrhorn

 

Noc poprzedzająca wbieganie na Barrhorn nie należała do szczególnie udanych. Ledwie zdążyliśmy zasnąć, a już obudził nas baraszkujący obok namiotu jeż. No ale jak tu się gniewać na takiego malucha? 

Średnio wypoczęci wstaliśmy tradycyjnie już o 5 rano i po porannej toalecie, śniadaniu i szybkim dopakowaniu sprzętu wyruszyliśmy. Podobnie jak w przypadku wbiegania na Bella Tola czekała nas mozolna wspinaczka samochodem po szwajcarskich serpentynach. Auto zostawiliśmy tak daleko, jak to było możliwe: na płatnym parkingu w Saantum.

Rozpoczęliśmy podbieganie. Początkowo niezbyt stromą ścieżką, która zaprowadziła nas do położonego na wysokości 2177 m n.p.m. Turtmansee. Tutaj mieliśmy do wyboru dwie drogi, które miały nas zaprowadzić do Turtmannhutte.  Wybraliśmy tą bardziej dziką, bardziej stromą, aby powolutku przyzwyczajać się do tego co czeka nas później. Okolice położonego na wysokości 2519 m n.p.m. schroniska są  bardzo malownicze i żadne słowa nie są w stanie tego oddać. Aby móc je podziwiać nie potrzeba jakichś specjalnych umiejętności. Wystarczy wcześnie wstać i mieć ochotę trochę się zmęczyć:) Cała zabawa zaczyna się dopiero powyżej schroniska. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przy schronisku straciliśmy trochę czasu na poszukiwanie drogi, którą mieliśmy zamiar dalej biec. Teraz już wiemy, że trzeba wybrać tą, która prowadzi w kierunku lodowca. Droga ta jest oznakowana na czerwono, i początkowo wyposażona zarówno w poręczówkę, jak i w stalowe klamry mające ułatwić podchodzenie. Jednak takie bieganie to znikoma przyjemność. Z niecierpliwością więc czekaliśmy aż sztuczne ułatwienia wreszcie się skończą i będziemy mieli więcej swobody. Doczekaliśmy się. Krajobraz zmienił się niesamowicie szybko, a my znaleźliśmy się na morenie lodowca, w towarzystwie alpejskich czterotysięczników.  Wreszcie mogliśmy trochę się rozpędzić, nieograniczeni właściwie niczym.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Biegnąc po morenie dość szybko zdobywaliśmy wysokość, a kierunek naszego biegu wyznaczały jedynie kamienne kopczyki. Taki beztroski bieg pod górę możliwy był do wysokości około 3100 m n.p.m. Na tej bowiem wysokości należało odbić w lewo i rozpocząć ten właściwy podbieg w kierunku liczącego 3610 m n.p.m. szczytu. Termin jaki sobie wybraliśmy na ten bieg był najprawdopodobniej ostatnim możliwym terminem i całkiem prawdopodobne jest, że kilka dni później nie wbieglibyśmy na szczyt, ze względu na panujące warunki, czyli świeży śnieg i oblodzenie. Możliwe byłoby jedynie wejście w rakach.  Nie ma jednak teraz co gdybać. Pomimo kilku ciężkich momentów dość sprawnie podbiegaliśmy i wkrótce zameldowaliśmy się na jednym z najpiękniejszych wierzchołków. 

 

 

 

 

 

      

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żadne słowa nie są w stanie oddać tego widoku. To po prostu trzeba przeżyć!!!

Zbiegaliśmy tą samą drogą. Pora była dosyć wczesna, więc mieliśmy sporo czasu na nacieszenie się okolicą.

 

 

Lokalizacja:  Oberems, Gruben, kanton Vallais, Szwajcaria

 

Dystans: 21 km

Suma podbiegów: 1734

Suma zbiegów: 1703

Termin: 04.09.2018

 

 

 

 

 

 

Zrobione w WebWave CMS